Teledysk opowiada jakby historię chłopaka, który widzi nad ludźmi czas, który pozostał im do końca życia... Sam jakby nie rozumiał swojego, nazwijmy to, daru, spaceruje ulicami miasta i nie wie, co ze sobą począć... Przygląda się zszokowany ludziom i cyferkom nad ich głowami, które odliczają nieuchronnie pozostały im czas...
Pojawiają się wstawki z naszymi chłopakami. Wzruszyć się można... Każdy z nich zdaję się być zamyślony, Chad jak zwykle robi wrażenie, z tym swoim pięknym wzrokiem, który roztapia moje serduszko... Aż chce się płakać... Ryan (...) śpiewa "Savin' me" zapatrzony w eter... Po prostu bomba...
Teledysk kończy się uratowaniem przez owego chłopaka jednej dziewczyny, która - wg "licznika" nad jej głową - miała właśnie zginąć pod kołami samochodu. I to ona teraz dobywa owego "daru", a nasz bohater odchodzi w dal...
Po drugim obejrzeniu teledysku doszłam do tego, skąd nasz chłopczyk zaczerpnął ów "dar"... ;) Na początku teledysku jakiś inny go uratował... Aaaach... Głębokie to... :)